Nagle msza się zaczeła. Nie mogłam, więc dokończyć rozmowy z panią w czarnym płaszczu, jednak postanowiłam, że wypytam ją o coś więcej po zakończeniu eucharystii. Msza przebiegała jak zwyczajna niedzielna msza. Kiedy się skończyła wszyscy zmierzali w stronę wyjścia, był wielki tłok jednak przed kościołem udało mi się złapać Panią Emme, jak później się okazało.
Zapytałam:
-Zna Pani moją ciocię? Wie pani może o niej coś więcej?
Pani Emma bez oporu odpowiedziała:
-Wiem o niej bardzo dużo, może opowiem ci po drodze, mieszkasz niedaleko mnie.
Zgodziłam się. Wtedy przeszła mi przez myśl, biała postać, bałam się o nią zapytać, ale wkońcu nie dawało mi to spokoju.
-Wie pani coś o domu?
-Wiem, ale to bardzo dużo. Kiedy Twoja ciocia zmarła do waszego obecnego domu wprowadziła się młoda para, jednak nie pogościli tu długo. Słyszałam od waszych sąsiadów, że słyszeli oni jak ktoś gra na fortepianie i widzieli ducha twojej cioci. Czyli klątwa się wypełniła...
-Jaka klątwa? Wie pani coś jeszcze?
-Och dziecinko... Twoja ciocia była czarownicą, wiem nie powinnam ci tego mówić, ale lepiej byłoby gdybyś o tym wiedziała. Zajmowała się magią i co najważniejsze nie umarła śmiercią naturalną! Rzuciła na siebie czar, który był objęty klątwą, która niestety się wypełniła. Klątwa brzmiała tak: "Kto rzuci na siebie czar zły ten po śmierci będzie zajmował się tym co robił w życiu, będzie zmorą straszącą ludzi, nie znajdzie ratunku".
Kiedy to usłyszałam dostałam gęsiej skórki, nie wiedziałam co robić. W głowie miałam masę pytań.
Odparłam:
-Skąd pani to wie?
-Panna Mary poinformowała mnie o tym, przed śmiercią. Powiedziała, że chce wypróbować nowego czaru, jednak coś nie wyszło...
-Wie pani co... To wszystko może być prawdą. W piątki słyszę czyjąś grę na fortepianie, kiedyś podeszłam i zobaczyłam białą panią.
-O na Boga! Pamiętaj nigdy nie patrz jej w oczy! Inaczej staniesz się zmorą grającą razem z nią. Jeszcze jedno! Nigdy, ale to przenigdy nie otwieraj fartepianu, wiele osób mówi, że w nim zmora trzyma zwłoki swoich ofiar. Najlepiej sprzedajcie dom, chociaż nie wiem czy ktoś przetrwa w nim tydzień.
Kiedy usłyszałam te słowa zaczeły drgać mi ręce, nie czułam gruntu pod nogami. Odparłam:
-Pro-sze Pa-ni a można w jakiś sposób zapobiec i odwołać klątwę?
-Słyszałam o tym, ale nie wiadomo ile w tym prawdy. Jedni mówią, że musisz zjednoczyć się z swoją matką a potem razem jednym ciałem zagrać, ale lepiej nie ryzykujcie a jeśli już chcecie wybierz się do pobliskiej wróżki. Mieszka ona na końcu wsi w małej zamroczonej chatce, tylko uwaga! Musisz wybrać się dokładnie o północy, kiedy księżyc wejdzie na niebo i będzie raził nas swoim blaskiem.
Jeśli zakleńcie odwołujące czar wypełni się to z fortepianu wyjdą duszę ofiar, które pójdą w spokoju do nieba a twoja ciocia dostanie nowe życie, tylko będzie musiała przysiąc, że już nigdy nie sięgnie po czary ani dobre ani złe i pokona złe wiedzmy siedzące we tej przeklętej wsi! Na mnie już pora, pozdrów mamę i tatę! Paniętaj nie patrz jej w oczy i pod żadnym pozorem nie otwieraj fortepianu!
Do widzenia.
-Do widzenia...
Od tego momentu miałam mętlik w głowie, zostało mi tylko jedno namówić mamę i pójść do wróżki, chociaż nigdy nie wierzyłam w czary, ale teraz od tego zależy życie mojej rodziny.
O luju jak się rozpisałam XD Macie co czytać, może jeszcze jutro pojawi się kolejna część. Teraz całe opowiadanie będzie miało mroczny klimat. Za niedługo chcę też zacząć jakieś świąteczne, mało straszne opowiadanie ;D
~Ciel

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz